Treść vs Forma

Rozpoczął się sezon na letnie blockbustery. Zbliżają się wakacje, więc Hollywood wytacza najcięższe działa. Już wkrótce czekają nas premiery nowych odsłon Parku Jurajskiego i Terminatora, zbliża się Pixels, czyli wizyta Pac-Mana w rzeczywistym świecie, do tego nowość w Marvel Cinematic Universe, Ant-Man, i jeszcze kilka innych. Natomiast już teraz do kin trafiły dwa inne szlagiery – Avengers 2 i Mad Max. Miałem już okazję obejrzeć obydwa. Choć mamy do czynienia z praktycznie takim samym gatunkiem, filmem akcji, to w jego ramach ciężko o bardziej różne filmy.

Pójdźmy chronologicznie i zacznijmy od Avengersów. Kolejna pozycja w Marvel Cinematic Universe. Wszystko zaczęło się w 2008 r. pierwszym Iron Manem. Avengers 2 podsumowuje tzw. fazę 2 MCU. Razem z nadchodzącym Ant-Manem da nam to w sumie 12 filmów (sic!) w jednym świecie w przeciągu 7 lat. Podobno od przybytku głowa nie boli, jednak nawet najlepszy burger może stać się niestrawny, jeśli bez przerwy jemy go według tej samej receptury.

Dokładnie taka sytuacja ma miejsce w przypadku superbohaterskiego universum Marvela. Każdy kolejny film jest bity z tego samego wzorca:

  • Przedstawienie protagonisty,
  • Wkroczenie antagonisty
  • Przedstawienie głównego punktu styku, czyli o co się bijemy,
  • Pierwsza, przegrana bitwa
  • Przegrupowanie i autorefleksja
  • Druga, również przegrana bitwa
  • Deus ex machina!
  • Ostateczna, wygrana bitwa

Wszystko przeplatane feerią efektów specjalnych, mniej lub bardziej dowcipnych one-linerów i referencji do innych filmów lub komiksów. Nie ma co ukrywać, formuła się sprawdzała, bilety i popcorn schodziły. Robert Downey Jr. brylował na salonach i w internecie. Ciężko zatem oczekiwać, że ktokolwiek zarżnie kurę znoszącą jajka w kolorach Kapitana Ameryki. Problemem jest jednak narastające poczucie deja vu wśród niektórych widzów, gdyż ciężko jest w powyższym układzie o cokolwiek świeżego. A zwłaszcza o sensowną historię, która w jakikolwiek sposób uwiarygadniałaby młóckę na ekranie (tak, pamiętam, że mowa o filmie w którym bogowie mieszają się z kosmitami i sztuczną inteligencją). Jeszcze przed wejściem do kina wiadomo, jak skończy się film, więc hasłem przewodnim pracy twórców musi być WINCEJ! Wincej tego samego, ale wincej wybuchów, wincej hulk smash, wincej żarcików i, przede wszystkim w przypadku A2, WINCEJ BOHATERÓW!

Cap-Thor-Age-of-Ultron
Kapitan i Thor też nie mogą się połapać o co tak naprawdę idzie w całym tym zamieszaniu…

Najprościej podsumować to stwierdzeniem, iż co za dużo to niezdrowo. Tony Stark się po prostu przejadł a cała reszta przystawek (sorry, wielbicielki klaty Thora) po prostu nie daje rade wyrównać poziomu. Do tego wszystkiego trzeba było na siłę wcisnąć nawiązania do sieralowego spin-offa (Agent Carter) oraz do nadchodzących części (Infinity War). Wspomniane nadwyżki bohaterów tak ścisnęły akcję, że zabrakło miejsca na jakikolwiek sens.

Avengers 2 można obejrzeć, ale tylko jako typowy odmóżdżacz albo dodatek do wieczornego piwa. W innym przypadku – szkoda zachodu. Dwa Alexy na 5.

2-05


Z drugiej strony mamy za to Mad Maxa, który kontynuuje opowieść rozpoczętą jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku, gdy Mel Gibson był młodym, dobrze zapowiadającym się, a przede wszystkim poczytalnym aktorem. Seria o Maxie Rockatanskym, tak przy okazji, ma również specjalne miejsce w sercach graczy, gdyż stanowiła jedną z głównych inspiracji Briana Fargo przy tworzeniu Fallouta. To już jednak zupełnie inny temat… 🙂

Autorzy Fury Road wyszli z założenia, iż nie ma się co kopać z koniem i zwieszać się na wymyślaniu sensownej historii. Owszem, w Fury Road mamy fabułę, o ironio obracającą się wokół silnej postaci kobiecej (ironiczne jest to z tego względu, iż przy całym niedoborze takich ról, padło akurat na film, który kreowanie postaci traktuje raczej oszczędnie). Jest ona prosta i zgrabna i stanowi doskonałe uzupełnienie tego, co w tym filmie najważniejsze, czyli absolutnej i beztroskiej zabawy formą.

madmax-furyroad-gifs-8-26576

Mad Max to wizualna jazda bez trzymanki. Jednak w przeciwieństwie bo (zbyt) wielu filmów, widz nie jest obrzygany bezpłciowymi efektami specjalnymi wygenerowanymi komputerowo. Tutaj ograniczono je do minimum (80% efektów polegało na usuwaniu sprzętu kaskaderskiego, upiększaniu krajobrazów i generowaniu protezy Furiosy) a największa siła tkwi w samych koncepcjach – pojazdów i postaci. Te genialnie wręcz oddają szaleństwo post apokaliptycznego świata. Kult chromu i silników V8, zdeformowane postacie, transfuzje krwi w trakcie pojedynków na drodze, a wszystkiemu przygrywa zamaskowany gitarzysta plującym ogniem ze swojego instrumentu, nowy klasyk postmodernistycznego kina. Każda scena przynosi nową porcję takich smakołyków.

maxresdefault

Można by tu wspomnieć o grze Toma Hardy’ego, Charlize Theron czy, przede wszystkim Nicholasa Houlta. Nie można im niczego zarzucić, wręcz przeciwnie, znów jednak jest to rewelacyjne uzupełnienie pięknie skrzywionego świata.

nicholas-hoult-equals
A kto pamięta About A Boy z Hugh Grant i Houltem właśnie…? 🙂

To wszystko razem gra absolutnie wspaniale… i przekonywająco. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz siedziałem w kinie w takim napięciu przy typowym filmie akcji. Pomimo absolutnie banalnej fabuły! Wciągnął mnie zupełnie ten świat, wciągnęła i zaimponowała mi zabawa formą i kreatorski rozmach. Fury Road to nie tylko pierwszorzędne kino akcji, ale również małe wizualno-dźwiękowe dzieło sztuki. Dlatego 5 Alexów na 5, bez dwóch zdań. Choć trzeba przyznać, że nie bez znaczenia jest fakt, iż Mad Max przywołał wspomnienia z wieeelu godzin spędzonych przy kolejnych Falloutach… 😉 Wycieczka do kina obowiązkowo (tradycyjnie 3d można olać).

5-05

P.S. Wszystkie zdjęcia to kadry z odpowiednich filmów. Copyright i tak dalej…

P.S.Podoba Ci się? Podziel się!

Poczytaj więcej...

Nowe posty na Twojego maila

By signing up, you agree to our Terms of Service and Privacy Policy.

Kategorie

Alex Opublikowane przez:

Prywatnie - bardzo szczęśliwy mąż, zapalony gracz, podobno niezły fotograf. Cały czas uczę się siebie i odkrywam nowe pokłady rzeczy do poprawy. Sporo schudłem ostatnio, to dobrze. Zawodowo - entuzjasta marketingu on-line, próbuję dokształcać się w byciu project managerem, a na co dzień specjalista od wszystkiego co IT.