Ręczne robótki

Ludzie zatopieni w nowoczesnych technologiach mają ogromny problem z utrzymaniem koncentracji. Są na ten temat nawet badania, które stwierdzają, że czas koncentracji homo sapiens digital wynosi ok. 8 sekund, czyli o sekundę krócej niż złota rybka. Sam jestem najlepszym przykładem takiego osobnika. Skaczę z tematu na temat, gdy przeczytam pół strony książki zaraz sprawdzam w necie hasło, które w tej książce się pojawiło, mam otwartych 30 zakładek na raz w Chromie, itd., itp. Jest jednak czynność, która ku zszokowaniu narzeczonej była w stanie utrzymać mnie przy sobie na ładnych kilka godzin.

Zainteresowanie tym tematem ciągnęło się od wieeelu lat. Pierwszy kontakt miał miejsce jeszcze we wczesnych latach 90., gdy na ul. Jagiellońskiej w Szczecinie funkcjonowała księgarnia muzyczna Akustik. Jak sama nazwa wskazuje, sklep ten specjalizował się w dobrach związanych z kulturą. Dziś inne sklepy o podobnej ofercie, EMPiKi, skrót od Elektronika Muzyka Prasa i Książki, specjalizują się, jak sama nazwa wskazuje, w sprzedaży garnków i innych kubków (choć trzeba przyznać, że ostatnimi czasy zawrócili z tej niefortunnej ścieżki i znów w EMPiKu najwięcej jest książek). Jednak Akustik dotrzymywał swojej brand promise i faktycznie przez wiele lat zaopatrywał Szczecinian w płyty i kaset. Przez jakiś czas jednak funkcjonowało tam jednak stoisko – ba, lada i kilka półek, gdzie pod szybą prezentowało się kilkanaście figurek wysokich na kilka centymetrów. Przedstawiały one wojowników całkowicie pokrytych nietypowymi pancerzami z wielkimi naramiennikami.

(w tym miejscu warto włączyć odpowiedni podkład muzyczny, służę…)

Jakiś czas później okazało się, iż te figurki przedstawiały imperialnych Space Marines z zakonu Ultramarines, jednych z najpotężniejszych i najbardziej honorowych oddziałów Boga Imperatora. Sam nieśmiertelny Imperator zasiada na Złotym Tronie na planecie Terra, niegdyś nazywaną Ziemią. Obecnie planeta ta stała się jednym wielkim systemem podtrzymywania życia Imperatora, który swoją myślą wysyła w bój zakony Kosmicznych Marines, aby ci chronili Imperium Człowieka przed obcymi – Orkami, Eldarami, Necronami, Imperium Tau czy agentami Chaosu. Zakony to też najlepsze określenie dla fanatycznych oddziałów, dla których jedyną wartością jest życie i śmierć dla Imperatora.

Zapomnij o mocy technologii i nauki, gdyż tak wiele zostało zapomniane. Zapomnij o obietnicy rozwoju i zrozumienia, gdyż w ponurej przyszłości istnieje tylko wojna.

Warhammer 40000

Tak w kilku zdaniach prezentuje się uniwersum Warhammer 40.000. Osadzone w futurystycznych klimatach ale i w średniowiecznej, gotyckiej stylistyce, jest m. in. podstawą gry bitewnej o tym samym tytule. Jak wygląda figurkowa gra bitewna? Gracze rozstawiają swoje oddziały na makiecie pola bitwy i serią rzutów kostką, za pomocą linijek, miarek i szeregu mniej lub bardziej skomplikowanych zasad i charakterystyk danej jednostek, przeprowadzają między sobą potyczki. Sam nie miałem jeszcze okazji doświadczyć tego typu rozrywki. Póki co bardziej kręci mnie to, o czym za chwilę.

99120113051_StartCollectingTau01
Źródło grafik: https://www.games-workshop.com

Dochodzimy w końcu do sedna tego wpisu. Otóż wszystkie figurki, które widać na zdjęciach, są ręcznie składane i malowane – przez graczy. Kupując daną jednostkę, otrzymujecie jedynie wypraskę albo dwie oraz obietnicę poświęcenia kilku ładnych godzin na doprowadzenie zawartości tejże wypraski do stanu widocznego na zdjęciach. To jest właśnie te kilka godzin, o których pisałem na wstępie. A jest co przy tym robić. Jakiś czas temu dostałem od przyjaciół model Dreadnought i na jego podstawie pokaże Wam, ile jest przy tym zabawy.

Jest to jednostka krocząca, która wspomaga w walce oddziały Space Marines. Pilotowana jest przez poległych marines, których ciała na stałe włączane są w systemy podtrzymywania życia Dreadnoughtów i z którymi stanowią nierozłączną jedność. Niektórzy z pilotów funkcjonują tak tysiące lat. Gotowy model Ironclad Dreadnought, w wersji przygotowanej przez producenta, wygląda tak:

99120101076_SpaceMarineIroncladDreadnoughtNEW01

Zaczyna się niewinnie – od wycięcia elementów z wypraski i spiłowania odstających fragmentów plastiku. Tak przygotowane części skleja się według instrukcji, najlepiej w taki sposób, aby ułatwić sobie później malowanie. Samo malowanie zaczyna się od nałożenia pierwszej warstwy – w tym przypadku czarnego koloru. Citadel, odnoga Games Workshop (czyli właściciela systemu Warhammer 40k i kilku innych) zajmująca się produkcją i dystrybucją akcesoriów modelarskich, sprzedaje również farby dedykowane tej zabawie. Zatem nie mamy do czynienia z ot, czarnym. Mianowicie nakładamy ‚Imperial Primer’ ;). Dalej malujemy pierwsze warstwy kolorów – Macragge Blue i Leadbelcher, które pokryją nam zdecydowaną większość powierzchni modelu. Kolejny krok to pomalowanie detali – emblematów, proporczyków, świateł. Te kroki dają nam ‚czysty’ w pełni pomalowany model. Teoretycznie można by na tym etapie zakończyć temat, jednak w tym momencie można pokusić się o szereg zabiegów, które wizualnie uatrakcyjnią figurkę. Jaśniejszą farbką podkreślamy brzegi. Techniką zwaną drybrushing, tzn. suchym pędzlem i resztką farby szorujemy po niektórych krawędziach aby wzmocnić efekt zdartej farby. Na koniec nakładamy specjalny cień, o konsystencji rozwodnionego tuszu, który osadza się w zagłębieniach i wysychając daje właśnie efekt cienia i dodaje głębi modelowi.

Poszczególne kroki widać tutaj.

View post on imgur.com

Technik malowania jest oczywiście całe multum. Co bardziej doświadczeni artyści dodają mnóstwo od siebie, wykorzystują np. aerografy czy większy wachlarz różnych odcieni farb i ‚washes’ czyli płynów podkreślających krawędzie. Funkcjonują też specjalne tworzywa podobne do plasteliny, którymi można samodzielnie dorabiać elementy. Do modelarza też należy decyzja o kolorach poszczególnych elementów. Co daje całkiem sporą swobodą i przestrzeń do dopracowywania modeli według własnego uznania.

Sam jestem ze swojego działa całkiem zadowolony, choć już teraz wiem, że można go było zrobić jeszcze ciekawiej. Jednak jak na raptem drugie podejście do malowania (pierwszym był 3-osobowy oddział Space Marines) uważam, że wyszło naprawdę spoko. Mam już kolejny model do zrobienia, jestem już prawie uzbrojony we wszystkie potrzebne farby, więc czeka mnie kolejne kilka godzin nad stołem, pędzlami i farbkami. Serdecznie polecam, jeśli kiedykolwiek mieliście zacięcie do tego typu zabawy albo wydawała się Wam pociągająca, tylko zawsze coś stawało na drodze. Totally worth it, satysfakcja ze skończonego dzieła jest ogromna. Z pewnością jest to też ciekawa odmiana od faktu, iż większość z tego, co dziś tworzymy, raczej nie wychodzi poza granice monitora komputera czy wyświetlacza w telefonie.

P.S.Podoba Ci się? Podziel się!

Poczytaj więcej...

Nowe posty na Twojego maila

By signing up, you agree to our Terms of Service and Privacy Policy.

Kategorie

Alex Opublikowane przez:

Prywatnie - bardzo szczęśliwy mąż, zapalony gracz, podobno niezły fotograf. Cały czas uczę się siebie i odkrywam nowe pokłady rzeczy do poprawy. Sporo schudłem ostatnio, to dobrze. Zawodowo - entuzjasta marketingu on-line, próbuję dokształcać się w byciu project managerem, a na co dzień specjalista od wszystkiego co IT.