książki

Książki, które zapadły mi w pamięć

Wywołany do tablicy przez Karolinę, za które to wyróżnienie rzecz jasna dziękuję, postarałem się zebrać książki, które nawet po tylu latach (trzydziestka na karku!) wciąż tkwią mi w pamięci.

Nie byłem pewien, jakie są generalnie kryteria wyboru pozycji książkowych, wybrałem właśnie takie – książki, które miło wspominam, które wciąż całkiem dobrze pamiętam. A jest to, niestety, moje przekleństwo, że z dużej części przeczytanych książek po dłuższym czasie pamiętam o wiele mniej niż bym sobie tego życzył.

Zatem – moja lista:

1. Przygody Tomka Wilmowskiego – seria przygód Tomka, żyjącego na przełomie XIX i XX w., który prosto z Polski pod zaborami wyruszył na wyprawy po całym świecie, była chyba pierwszą serią, którą świadomie przeczytałem tom po tomie. Książki, polecone przez tatę, czytałem jako małe dziecko, a tamtych (ooooj, kiedy to było!) czasach opowieści o dalekich lądach faktycznie trafiały do wyobraźni.

2. Książki Terry’ego Pratchetta z serii o Świecie Dysku – fast forward do końcówki podstawówki, okolice roku 1996. Bodaj w Secret Service pojawił się tekst o świecie krążącym po kosmosie na plecach czterech słoni stojących z kolei na skorupie gigantycznego żółwia. Reszta jest historią. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, iż pierwszą częścią, z którą miałem styczność był „Mort”, jak dla mnie wciąż jedna z najlepszych części cyklu. Niepowtarzalny humor połączony z rozmachem magicznego świata na stałe wpisał się w mój książkozbiór.

Te książki to też, niestety, obraz człowieka przegrywającego z chorobą. Od jakiegoś czasu każda kolejna powieść jest w swym wydźwięku coraz bardziej gorzka i jeśli ktoś śledzi poczynania Terry’ego, to w zasadzie czuje, że powoli zaczyna się ostatnia prosta twórczości…

3. „Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego – jasny punkt na mapie lektur obowiązkowych w liceum. Jedna z bardzo niewielu, którą nie dość, że przeczytałem w całości, to i z przyjemnością.

Ironia jest natomiast taka, że z zupełnie innych powodów, niżby życzył sobie twórca listy gdzieś w ministerstwie oświaty 🙂 Jako mało ogarniętemu licealiście trudno było mi docenić wątki polityczne i ich osadzenie w międzywojennej Polsce, jednak przygody Cezarego Baryki to było to! 🙂

Honorary mention przy okazji lektur szkolnych – „Zdążyć przed panem Bogiem” Hanny Krall. Potwierdza się przy tej okazji, że do wielu tematów trzeba dorosnąć. Licealista nie był w stanie ogarnąć treści, które niosła za sobą ta książka i dziś percepcja i porównanie tych dwóch lektur byłyby zapewne zupełnie inne, starałem się jednak oceniać w kontekście momentu czytania.

4. „Przez Ciemne Zwierciadło” Philipa K. Dicka – zaznajomienie się z dużą częścią twórczości Dicka zawdzięczam kolegom z klasy równoległej w ogólniaku – dziś powiedzielibyśmy ‚nerdom’, ale wtedy takie określenia jeszcze się nikomu nie śniły.

Książki PkD to doskonały obraz tego, jak wybitne dzieła może urodzić schorowany umysł. „Przez Ciemne Zwierciadło” przebija, jak dla mnie, pod tym względem nawet „Ubika”, zwyczajowo wskazywanego jako opus magnum Dicka.

5. „Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa – epicki wręcz rozmach absurdalnego poczucia humoru, przerwa na posiłek w restauracji na końcu wszechświata, odpowiedź na pytanie o życie, wszechświat i całą resztę – czy trzeba coś dodawać?

Cykl to też jednak piekielnie inteligentne obserwacje na temat naszego prawdziwego świata. Oraz coraz mniej optymistyczny rozwój historii w powieściach wynikający z nieufności autora co do rozwoju naszej cywilizacji.

6. „Fight Club” Chucka Palahniuka – nie ma się co oszukiwać, że gdyby nie film, to sięgnięcie po tę powieść byłoby znacząco mniej prawdopodobne. Nie ma co jednak żałować. Choć „Fight Club” oglądałem co najmniej kilkukrotnie, to później nie byłem też w stanie oderwać się od książki. Palahniuk styl ma niepowtarzalny, myślę, że ‚bezkompromisowy’ to dobre określenie. Choć to w innych książkach dawał temu stylowi większy upust (zwłaszcza „Udław się” czy „Niewidzialne potwory”), to jednak „Fight Club” to wciąż mój nr 1 Chucka.

7. „Neuromancer” Williama Gibsona” – „”Niebo nad portem miało barwę ekranu monitora nastrojonego na nie istniejący kanał.” – ten cytat dał początek zupełnie nowemu nurtowi w sztuce, który dziś nazywamy cyberpunkiem. Choć zakładał on gwałtowny rozwój technologiczny i jego coraz większe wdzieranie się w życie i ciała ludzi, to nie czynił z tego z takim entuzjazmem, który towarzyszył futurystom wcześniejszych lat. Stąd motto „low life in high tech”.

Nie trzeba zatem tłumaczyć, jak takie klimaty podeszły nastolatkowi zafascynowanego wszystkim, co związane z nowoczesnymi technologami. Do dziś marzą mi się cybernetyczne implanty, zwłaszcza zastępujące zużyte stawy kolanowe 🙂

8. „Kto zabrał mój ser” Spencera Johnsona – wskazanie tej pozycji ociera się niemal o banał, jednak jak to często bywa – w prostocie siła. Opowiastka o myszach i serze jest w zasadzie a-must-read dla absolutnie każdego.

Honorary mention przy okazji książek poradnikowych – „ReWork” Jasona Frieda i Davida Hanssona.

9. „Made in USA” Guya Sormana – wskazałem tę książkę jako wyróżnik wszystkich pozycji wgłębiających się w kulturę Stanów, które miałem okazję przeczytać – m. in. „Wałkowanie Ameryki” Marka Wałkuskiego czy „Ameryka nie istnieje” Wojciecha Orlińskiego. „Made in USA” była jednak pierwszą książką tego typu, trochę otwierającą oczy ówczesnemu studentowi na złożoność tego kraju.

Mam do tej książki jeszcze taki sentyment, że kupiłem ją w zasadzie przez przypadek, na targu tanich książek w Toruniu. Wartościowe znalezisko 🙂

Honorary mention przy okazji książek o Stanach – „Amerykańscy Bogowie” Neila Gaimana. Nieważne, że to zupełnie inny gatunek 🙂

10. „Gra Endera” Orsona Scotta Carda – absolutny klasyk S-F, dla mnie jednak ujmująca była w nim przede wszystkim perspektywa dziecka. Temat bliski mi z powodów zawodowych i pewnie już szybciej niż później osobistych, stąd wyjątkowość odbioru tej wspaniałej książki.

That’s it. Nice trip down the memory lane, jak to się mówi 🙂

Pzdr,

podpis2_200px

Zdjęcie – ŹRÓDŁO

Alex
Prywatnie - bardzo szczęśliwy mąż, zapalony gracz, podobno niezły fotograf. Cały czas uczę się siebie i odkrywam nowe pokłady rzeczy do poprawy. Sporo schudłem ostatnio, to dobrze. Zawodowo - project manager z zacięciem do marketingu...