Jak odzyskałem wiarę w polską kinematografię

Byłem w kinie. Na polskim filmie. Ostatni raz zdarzyło mi się to (tzn. pójść na polski film do kina) bodaj na „Tylko mnie kochaj”. Była to wówczas desperacka próba wpisania się w społeczne schematy i wykazania tzw. romantyzmu przed ówczesną dziewczyną, gdyż wyjście to miało miejsce w okolicach walentynek. Film był słaby, dziewczyna wkrótce stała się byłą, więc próba nie do końca była udana.

Było to jakieś 8 lat temu. Przez ten czas, w moim odczuciu, polskie hollyłódź wyspecjalizowała się w dwóch gatunkach filmowych, a filmów spoza tych dwóch nurtów było jak na lekarstwo.

Pierwszy to nieskończenie durne pseudokomedie obsadzane cały czas tymi samymi aktorami. Poziom żartów raczej nie celujący w miłośników wysublimowanego humoru a scenariusz jest raczej symboliczny, z lekka tylko usprawiedliwiający ciąg mniej lub bardziej nieśmiesznych gagów. Do kina chodzi się z zapasem żyletek, żeby w co gorszych momentach ciąć się z rozpaczy.

Drugie to nieskończenie tragiczne dramaty psychologiczne, traktujące o ofiarach molestowania, sierotach, innych kalekich czy różnej maści polskich martyrologiach. Od początku do końca jest ciężko, w niektórych momentach jest super ciężko, a człowieka gryzie sumienie, że żyje i jest zdrowy. Film jest obsypywany nagrodami, którego zwykłego śmiertelnika obchodzą tyle, co zeszłoroczny śnieg. Do kina chodzi się z zapasem żyletek, żeby w co gorszych momentach ciąć się z rozpaczy.

Do tego dochodził znak firmowy polskich produkcji, czyli totalnie skopane udźwiękowienie. Nie sposób zrozumieć połowę dialogów, za to BARDZO WYRAŹNIE słychać szuranie butów i krzeseł po podłodze. W połowie filmu znowu na myśl przychodzą żyletki…

W ten sposób wytworzył się u mnie jakiś odruch unikania oglądania wszystkiego, co polskie. Co, oczywiście, mogło być mało uzasadnione i pewnie ominęło mnie wiele porządnych filmów. Przyznaję, że ostatnimi czasy pojawiało się coraz więcej pozytywnych głosów na temat coraz większej liczby produkcji. Jednak dopiero teraz, trochę pokierowany decyzją znajomych przed spotkaniem, dotarłem do kina. Trafiło na film „Bogowie”.

Kadr z filmu "Bogowie"
Kadr z filmu „Bogowie”

Wydaje mi się, że nie trzeba go przedstawiać, jednak by formalnościom stało się zadość – głównym bohaterem obrazu jest – wówczas – docent Zbigniew Religa a historia obraca się wokół prób transplantacji serca.

Film jest, po prostu, bardzo, bardzo dobry! Chcąc nie chcąc porównujemy polskie filmy do obrazów zza oceanu, gdyż tych po prostu trafia do nas na tyle dużo, że poziom czołowych produkcji z Hollywood stał się niejako standardem. A czołowa rodzima produkcja tego roku z tych porównań wychodzi obronną ręką.

Film uniknął dwóch grzechów głównych. Po pierwsze nie zbagatelizował historii, nie pokazał Religi jako superbohatera, który w pojedynkę ratuje świat przed zagładą. A z drugiej strony nie stał się dwugodzinną drogą przez męki jego bohaterów. Kiedy trzeba jest napięcie, kiedy trzeba jest ciężko, jednak również kiedy trzeba jest zabawnie. Dzięki temu widz cieszy się szerszą gamą emocji, ma chwilę na odpoczynek od tych cięższych momentów.

Z pewnością bardzo przyjemnie się oglądało grę aktorską – zwłaszcza postaci drugoplanowych (z asystentami Religi na czele), doskonale uzupełniających Tomasza Kota, obsadzonego w głównej roli. Muszę się jednak przyznać, iż to właśnie z Kotem miałem największy problem, gdyż miejscami jego gra była a little bit over the top, nie zawsze dawał sobie radę z najtrudniejszymi momentami. Ogólnie jednak jego występ był zaskakująco udany, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę historię jego ról i udział w opisywanych wyżej nieśmiesznych komediach…

Na niezwykłe uznanie zasługuje też szeroko pojęta warstwa produkcyjna – ujęcia, kostiumy, scenografia. Ani przez chwilę nie można było odczuć, że gdzieś coś przyoszczędzono, że mamy do czynienia z ograniczonym budżetem, czy chodzeniem na skróty. Specjalne wyróżnienie przyznaję… czerwonej puszcze herbaty, która pojawiła się w jednej ze scen. Moi rodzice mają taką samą praktycznie od zawsze 🙂

Kadr z filmu "Bogowie"
Kadr z filmu „Bogowie”

Można się przyczepić do niektórych mankamentów filmu. Takich jak np. miejscami zbyt teatralna gra aktorska (jak wspomniany wyżej Kot), trochę dziwne zakończenie, czy wybijanie z klimatu amerykańskimi szlagierami muzycznymi, co nijak nie współgrało z bardzo polskim klimatem filmu. Jednak kurczowe trzymanie się tych wad byłoby dla „Bogów” niesprawiedliwe.

Podsumowując – gorąco polecam to dzieło. To kawał dobrego kina, niezależnie od przyłożonej skali. A i również działa jako odtrutka na choroby wywołane złymi polskimi filmami.

No, to co teraz polecacie? 🙂

Werdykt

 4 Alexy na 5 możliwych

 

Pzdr,

podpis2_200px

P.S.Podoba Ci się? Podziel się!

Poczytaj więcej...

Nowe posty na Twojego maila

By signing up, you agree to our Terms of Service and Privacy Policy.

Kategorie

Alex Opublikowane przez:

Prywatnie - bardzo szczęśliwy mąż, zapalony gracz, podobno niezły fotograf. Cały czas uczę się siebie i odkrywam nowe pokłady rzeczy do poprawy. Sporo schudłem ostatnio, to dobrze. Zawodowo - entuzjasta marketingu on-line, próbuję dokształcać się w byciu project managerem, a na co dzień specjalista od wszystkiego co IT.