Analogowa rozrywka w e-czasach

Ci, którzy mnie znają, wiedzą że jestem zapalonym graczem komputerowym. Łatwo się też tego domyśleć po jednym ze wcześniejszych postów 😉 I to w świecie cyfrowej rozrywki głównie do tej pory się poruszałem. Od całkiem niedawna jednak do łask w naszym kraju wracają gry z drugiego końca cyfrowo-analogowej skali. Planszówki i karcianki wracają do mainstreamu!

Moja wiedza dotycząca planszówek w zasadzie ograniczała się do szlagierów, w które zagrywali się w młodości nasi rodzice. Chińczyk, grzybobranie, warcaby. W międzyczasie pojawił się klasyczny Eurobiznes, czyli Monopoly made in Poland a już zupełnie później Scrabble, którego nikomu przedstawiać nie trzeba.

Świat współczesnych planszówek otworzył się przede mną dzięki zamiłowaniu do książek Terry’ego Pratchetta z cyklu o Świecie Dysku. Komedie w klimatach fantasy (a ostatnio już nawet steampunk) dziejące się w płaskim świecie wędrującym przez kosmos na grzbietach czterech słoni stojących na skorupie gigantycznego żółwia A’Tuina (et cetera, et cetera…) towarzyszą mi od połowy lat 90. A w 2012 r. doczekaliśmy się gry planszowej pt. „Ankh-Morpork”.

(c) Marek Galantny // Galantnyblog.pl
(c) Marek Galantny // Galantnyblog.pl

Ankh-Morpork to nazwa głównego miasta w Świecie Dysku, wykreowanego na wzór i kształt Londynu. W dużym skrócie – każdy z graczy (od 2 do 4) losuje tożsamość, która determinuje jego cel w grze. Przy okazji również musi odgadnąć, jaką tożsamość wylosowali pozostali, aby skutecznie powstrzymywać przed osiągnięciem ich celu.

Proste? Bardzo! Ile daje radości? Mnóstwo! Wyciągasz grę z pudełka, szybko zapoznajesz się z zasadami i jedziesz! Gra swoją mechaniką daje mnóstwo interakcji między graczami… oraz zachęca do – przeważnie – zdrowej rywalizacji, co jest nie bez znaczenia dla określonego typu gracza… 😉 A właśnie te interakcje są kluczem do fajności planszówek. Uderzam o banał, jednak do momentu rozpoczęcia wspólnej zabawy z przyjaciółmi nie byłem świadom ile frajdy może dawać takie wspólne posiedzenie. Szeroko pojęty multiplayer kojarzył mi się tylko z regularnym dostawaniem batów w Battlefielda od chińskich gimnazjalistów… -_-‚

Drugi typ analogowej zabawy, który wpadł nam ostatnio w ręce, to karcianki, a konkretnie Anroid: Netrunner.

(c) shutupandsitdown.com
(c) shutupandsitdown.com

Netrunner to gra dziejąca się w dystopijnej przyszłości, opanowej przez olbrzymie korporacje, które dzięki swoim przepastnym zasobom dążą do zrealizowania swoich projektów. Zabójstwo niewygodnego naukowca, nowy rodzaj sztucznej inteligencji czy rządowy kontrakt. Wszystko, co da określone korzyści. Po drugiej stronie barykady stoją Runnerzy. Hakerzy, którzy z najróżniejszych pobudek dążą do wykradzenia tych projektów i przekucia na korzyści dla siebie…

Netrunner to tzw. kolekcjonerska gra karciana. Co oznacza, iż oprócz zestawu podstawowego, który i tak zapewnia mnóstwo zabawy, w regularnych odstępach wychodzą kolejne dodatki rozszerzające zestaw kart do wyboru. A z nich każdy gracz dobiera wg określonych kryteriów interesujący go zestaw najlepiej pasujący do stylu gry i strategii zwycięstwa.

Próg wejścia jest w przypadku tego typu zabawy jest wielokrotnie wyższy niż w przypadku planszówki w stylu Ankh-Morpork. Wynagradza to jednak nieporównywalnie większym wachlarzem scenariuszy w grze. Każda rozgrywka to nowa historia, będąca wypadkową umiejętności gracza, wybranych kart czy w końcu szczęścia w trakcie pojedynku.

I właśnie te historie to coś, co sprawia, że mam coraz większą ochotę na dalsze zgłębianie świata analogowej rozrywki. Każdy wieczór, każde spotkanie nad planszą czy kartami, to opowieść pisana od nowa. Wyobraźnia uzupełnia zasady spisane na kartonikach, obrazowane ruchem pionków czy kolejnymi zagranymi kartami. To jest ta przewaga nad grami komputerowymi. Te potrafią już opowiadać doskonałe historie, jednak są mocno ograniczone w ich dynamicznym tworzeniu. Pojawiają się tytuły, które są blisko, ale niejako przypadkiem. To jest jednak temat na osobny wpis 😉 Tymczasem przestrzeń do kreowania i opowiadania historii, którą dają nam gry analogowe, zwłaszcza w dobrym towarzystwie, jest unikatowa, a w przypadku fajnie zrobionych gier – praktycznie nieskończona.

A jak już ustaliliśmy, każdy z nas jest frajerem na dobrą historię 🙂 Ja na pewno chcę więcej. Może polecisz mi jakąś grę albo chcesz się spotkać na rundkę? 😉

Pzdr,

podpis2_200px

 

P.S.Podoba Ci się? Podziel się!

Poczytaj więcej...

Nowe posty na Twojego maila

By signing up, you agree to our Terms of Service and Privacy Policy.

Kategorie

Alex Opublikowane przez:

Prywatnie - bardzo szczęśliwy mąż, zapalony gracz, podobno niezły fotograf. Cały czas uczę się siebie i odkrywam nowe pokłady rzeczy do poprawy. Sporo schudłem ostatnio, to dobrze. Zawodowo - entuzjasta marketingu on-line, próbuję dokształcać się w byciu project managerem, a na co dzień specjalista od wszystkiego co IT.

  • W kolejce jeszcze „Gra o tron czeka” 🙂

  • One thing at a time 😉

  • aaaa

  • O teraz sie dodalo, ostatnio tez cos komentowalem i sie nie dodalo, teraz tez napisalem cos z sensem i pusto. Obrazam sie! Zmien ten formularz! Chociaz zeby sie dalo wpisac dane z palca :/

  • Rorschach’s journal, January 12th, 2015. 10:10 AM.

    Meeting with blogger comment system left bad taste in mouth. It is pamperd and decadent. Betraying even its own shallow, liberal affections.

    Possibly homosexual? Must remember to investigate further.

  • Ok, jest Disqus – ale nie pokazuje avatarów…